Obraliśmy kurs na bylejakość. Byle jakie zdjęcia, byle jakie filmy, byle jakie aplikacje, byle jakie strony, byle jakie aplikacje, byle jakie ciuchy - wszystko byle jakie, byle było, tylko było... A może zróbmy tak, żeby było dobrze? W 10 odcinku rozprawiam się z klątwą XXI wieku - bylejakością, chorobą, która opanowała świat online i wdziera się do działań firm, ich podejścia do prezentacji, brandingu, stron i aplikacji.

apple podcast logogoogle podcast badgespotify podcast badge

Linki

Wersja do czytania

Obraliśmy kurs na bylejakość. Byle jakie zdjęcie, byle jakie filmy, byle jakie artykuły, byle jakie strony, byle jakie aplikacje, byle jakie ciuchy. Wszystko byle jakie, byle było, tylko było.

A może zróbmy tak, żeby było jednak dobrze?

Dziesiąty odcinek podcastu Grafitowe Studio. Dzisiaj będzie troszeczkę inaczej, ponieważ nie będę wam opowiadał co zrobić, żeby poprawić stronę. Dzisiaj chciałem się skupić na czymś, co jest dla mnie bardzo istotne, co zauważyłem ostatnimi czasy, jest bardzo popularne w naszych czasach. Mianowicie jest to kurs na bylejakość.

To sformułowanie usłyszałem po raz pierwszy w podcaście u Wojtka Herry. Wypowiedział to zdanie Rafał Wylęgała, fotograf, ambasador Sony. On posiłkował się tym, że usłyszał to od swojego znajomego, swojego przyjaciela, który powiedział, że mamy obecnie kurs na bylejakość. Byle jakie zdjęcia, byle jakie filmy. Wszystko ma być szybko i byle jak, ponieważ ma być od razu ma być teraz.

Jeżeli przypatrzymy się temu, co się dzieje w tym momencie w internecie, to niestety wszystko jest byle jakie. Byle jakie zdjęcia, byle jakie grafiki byle, jakie teksty na każdy jeden temat.

Czegokolwiek nie wyszukasz w Internecie, znajdziesz miliony wyników różnych domorosłych autorów. Część z nich na pewno nie jest niczego warta. Amazon pełen jest książek wątpliwych autorów o wątpliwej wartości i wątpliwej treści, które po prostu są publikowane dlatego, że ktoś sobie je sam opublikował.

Sam kupiłem niedawno książkę Grzegorza Miłkowskiego "Niech cię widzą w sieci" i powiem szczerze - żałuje wydanych pieniędzy na tę książkę.

To samo się dzieje w przypadku aplikacji. To samo się dzieje w przypadku brandingów. To samo się dzieje w przypadku stron internetowych. Firmy zgadzają się na bylejakość. Decydują się na szybkie tanie logo z Fiverr zamiast zaprojektować faktycznie branding dostosowany do siebie.

Firmy decydują się na strony zrobione z szablonu zamiast zaprojektować i zbudować strony dostosowane do ich potrzeb i do potrzeb ich użytkowników.

Firmy decydują się na szybkie i tanie rozwiązania, zamiast dostosować swój przekaz, swój głos do tego co chcą powiedzieć.

I to jest niestety bardzo smutne.

Natomiast dla mnie jest bardzo istotne, żeby właśnie tak nie było. Ponieważ nie lubię bylejakości. Dla mnie musi być po prostu dobrze.

Możemy zacząć z niskiego pułapu. W moim w świecie, świecie projektantów, istnieje takie pojęcie jak MVP, czyli Minimum Viable Product - czyli produkt o minimalnej funkcjonalności, który jest gotowy do użycia. Widz polega tylko na tym, że MVP to nie jest byle jaki produkt. MVP to jest produkt, który jest zaprojektowany i zbudowany jak najlepiej może być zbudowany w danym okresie czasu i wypuszczony do użytkowania. Natomiast są tam ograniczone funkcjonalności.

Wszystko po to, żeby można było wypuścić produkt i testować już wraz z użytkownikami czy dany czy dany koncept się sprawdzi. Bo łatwo jest wydać 50 mln dolarów na aplikację, której potem nikt nie będzie używał. Dlatego robimy MVP.

Natomiast jeżeli firmy zamiast przeprowadzić MVP decydują się na szybkie i byle jakie wypuszczenie czy to strony, czy brandingu, czy materiałów reklamowych, no to efekt jest taki, że my godzimy się na bylejakość.

Research w internecie.

Kiedy wpisałem w Google hasło "kurs na kurs na bylejakość" wyszło mi 65 tysięcy wyników (66,500 będąc do końca precyzyjnym). Pojawiło się mnóstwo artykułów które zgłaszają ten problem.

Moją uwagę zwrócił artykuł "Edukacja prawników - bylejakość króluje wszędzie" opublikowany na portalu Gazeta Prawna. Artykuł autorstwa Waldemara Mygi napisany w czerwcu 2015 roku. Pan Waldemar opowiada o książce, która ukazała się nakładem wydawnictwa CH Beck "Egzamin notarialny. Akty notarialne i inne czynności - projekty". I stwierdził że, ta książka wywołała konsternację wśród aplikantów notarialnych i wykładowców bo jest po prostu kiepska.

Pan Waldemar zadaje pytanie jak mamy uczyć zawodu notariusza, który wymaga szczególnej staranności w momencie kiedy otrzymują książkę, która jest absolutnie nie staranna, jest absolutnie byle jaka.

Bardzo podobne zdanie ma Edyta Zając z bloga edytazajac.pl gdzie mówi, że "godzenie się na bylejakość to szukanie sposobu na to, żeby po prostu przetrwać kolejny dzień miesiąc i rok, byle dotrwać do wieczora, byle do weekendu, do urlopu."

A życie nie jest po prostu sumą docierania, dotrwania. Życie jest przygodą. Życie jest drogą, przez którą należy przejść tak, żeby pewnego dnia tego nie żałować.

W dzisiejszych czasach wszystko jest bardzo łatwo dostępne, wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Mamy aplikację do projektowania logo na własną rękę, aplikację do projektowania stron na własną rękę, tutoriale w internecie. Wszystko możemy zrobić sami i robimy sami. Problem tylko polega na tym, że nie jesteś dobry we wszystkim. Bo nie możesz być dobry we wszystkim.

Jeżeli jesteś dobry w gotowaniu, jesteś świetnym szefem kuchni, robisz taki stek, taki że pół osiedla miałby ochotę przyjść na obiad, to niekoniecznie będziesz dobry w budowaniu stołów. Możesz budować stoły, jasne, ale niekoniecznie one będą świetne. Chyba że masz milion talentów.

Był jeden taki człowiek. Nazywał się Leonardo da Vinci i on już nie żyje.

Geniusze zdarzają się bardzo rzadko, niestety. Większość ludzi ma talent powiedzmy w jednej czy dwóch dziedzinach, może trzech. I jeżeli dążysz do tego, żeby robić wszystko, no to to wszystko będzie byle jakie. Jeżeli skupisz się tylko na jednej rzeczy, w czym jesteś dobry, to ta jedna rzecz będzie perfekcyjna.

Z tego powodu, kiedy ja buduje strony, używam narzędzia Webflow. Bo dzięki niemu projektuję strony, ale nie koduje ich, bo nie jestem deweloperem. Nie potrafię pisać kodu. Ja potrafię czytać kod. Potrafię go zrozumieć, ale nie potrafię go napisać. Dlaczego? Nigdy się nie chciałem uczyć kodowania. Chciałem się skupić na nauce projektowania, na nauce zasad designu po to, żeby dostarczyć jak najlepszą wartość w tej dziedzinie swoim klientom. A kodowanie zostawiam komuś kto zjadł zęby na kolejnych językach programowania.

Niech oni się tym zajmują. Niech oni będą tam specjalistami i wtedy my możemy razem współpracować, nasze ścieżki mogą się przeciąć. Natomiast ja nie muszę tracić swojego czasu, który mógłbym poświęcić poprawę użyteczności aplikacji czy stron. Wiem, że byłbym po prostu byle jakim programistą.

Takie są też social media - szybkie i byle jakie. Wrzucamy fotkę. Założymy trzy filtry na Instagramie, żeby ta fotka ładnie wyglądała. Natomiast na dobrą sprawę w większości przypadków, jeżeli przyjrzysz się swojemu feedowi na Facebooku to zauważysz, że większość tego jest byle jaka.

Jakiś łańcuszek, jakieś dowcipy, jakieś newsy wyciągnięte nie wiadomo skąd, a ludzie siedzą i tracą czas i akceptują tę bylejakość.

Wielkiej Brytanii jest taka sieć sklepów Primark. Szczyci się tym, że sprzedają właściwie najtańsze ciuchy na rynku. Chyba nikt nie sprzedaje tańszych niż Primark. Ale te ubrania są byle jakie jakości. Koszulki po jednym czy dwóch praniach już są kompletnie powyciągane poprzekręcane, szwy puszczają. Mimo to Primark absolutnie pęka w szwach. Ludzie wychodzą z gigantycznymi torbami z Primarka. Dlaczego?

Jak powiedział kiedyś mój kolega - on kupuje koszulki z Primarka dlatego, że wie, że jeżeli ta koszulka mu się zniszczy, to on bez problemu ją wyrzuci, bo była tania.

Tak jest właściwie ze wszystkim, jakimkolwiek tanim produktem. Z jakiegoś powodu tanie produkty są tanie. Nie dlatego, że one są dobre i tanie, bo nie ma czegoś takiego "dobre i tanie". To jest oksymoron.

Jest kiepskie i tanie, ale drogie i dobre.

Dobry produkt musi kosztować dlatego, że żeby wykonać coś tak, żeby coś było dobre, musi zostać przygotowane, przetestowane, wyprodukowane. A to kosztuje czas. A czas kosztuje pieniądze. Dlatego dobre rzeczy tyle kosztują.

Tak samo jest w przypadku stron internetowych.

Jeżeli jako właściciel biznesu decydujesz się na wykonanie strony byle jak, z pomocą jakiegoś szablonu: szybko wrzucasz 2 dwie linijki tekstu, dodajesz kolory i trzy zdjęcia ze stoków albo z Unsplash, to ta strona jest byle jaka. Taka strona nie jest dopasowana: ani do twojej firmy, ani do twoich użytkowników. Taka strona nie jest zbudowana według potrzeb użytkowników i do rozwiązywania ich problemów, tylko po prostu jest.

Byle jaka strona z szablonu nie jest lekarstwem na wszystko. To tylko szablon. Szablony wyglądają fajnie na stronach, gdzie je kupujesz tylko dlatego, że są przygotowane na sprzedaż. Posiadają ograniczoną ilością treści i dopasowane zdjęcia.

Kiedy kupisz szablon i te elementy będą usunięte, szablon zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Wypełniasz szablon swoimi treściami i nagle okazuje się, że ten szablon kompletnie się rozjeżdża.

W zeszłym miesiącu skontaktował się ze mną pewien człowiek, który pytał dlaczego jego strona nie działa, albo co może w niej poprawić. Zbudował ją w serwisie Wix. I pierwszą rzeczą, którą zauważyłem jest to, że skorzystał z szablonu. Tylko, że ilość kontentu, ilość treści, którą wsadził do tego szablonu rozłożyła stronę na łopatki. Szablon był nieprzygotowany na taką ilość treści.

Co za tym idzie, szablon ładnie wyglądał w prezentacji do kupienia. Kiedy on wypełnił go swoją treścią, wszystko się rozjechało i strona stała kompletnie nie czytelna i niedostępna. I stała się byle jaka.

Mój sąsiad Steven ma dwójkę dzieci, tak jak ja zresztą. Przyjaźnimy się i bardzo często rozmawiamy. Ponieważ on ma takie samo hobby jak ja, czyli buduje meble z drewna i robi różne rzeczy własnoręcznie w domu.

Natomiast jego podejście jest trochę inne od mojego, ponieważ Steven określa je "that will do". Czyli po prostu będzie. Kiedy budował stolik i kanapę ogrodową z palet za bardzo nie zastanawiał się nad tym jak ona będzie wyglądała, czy jak będzie funkcjonowała. Po prostu skręcił kilka desek za sobą stwierdził "that will do" - po prostu będzie.

Czy to kładł podłogi, czy malował ściany, za każdym razem stwierdzał "po prostu będzie". Nie przywiązywał wagi do tego jak to wszystko wygląda, jak to wszystko funkcjonuje.

Natomiast dla odmiany, ja zawsze próbuję zaprojektować, przemyśleć wszystko co robię, żeby wiedzieć dokładnie co próbuję osiągnąć i jak to ma wyglądać. Dlatego moje biurko, które zbudowałem sam, jest takie jak ja chciałem, żeby było, a nie sumą przypadków.

Ma to też związek z tym, że moja żona projektuje, zajmuje się dekoracjami, więc te rzeczy muszą wyglądać dobrze. Natomiast podejście Stevena jest byle jakie. Steven wychodzi z założenia, że jego dzieci i tak rozwalą wszystko co zrobi. Ja też mam dzieci. Mamy młodszych synów dokładnie w tym samym wieku, a mimo to nie podchodzimy do tego w ten sposób - że dzieci nam to rozwalą. My uczymy nasze dzieci, żeby nie rozwalały.

Mój znajomy pracuje w firmie, która zajmuje się budowaniem symulatorów kolejowych i tramwajowych, tutaj w Wielkiej Brytanii. Jest inżynierem. Przez lata pracował, najpierw jako kierowca tramwaju, później jako manager operacyjny. Robił różne rzeczy, teraz zajmuje się budowaniem symulatorów.

Rozmawialiśmy kilka dni temu i powiedział mi wprost, że jego firma, a nie jest to wielka firma, startuje w przetargach na dostarczenie symulatorów właściwie na całym świecie. Ostatnio przegrali przetarg mimo tego, że on posiada wiedzę specyficzną dla tego konkretnego projektu.

Kiedyś pracował w pewnych strukturach i zna dogłębnie zasady funkcjonowania i posiada specyficzną wiedzę. A firma, z którą przegrali nie miała tej wiedzy. Mało tego, firma mojego znajomego zaproponowała lepsze warunki cenowe, a mimo to przegrali przetarg.

Dlaczego klient wybrał firmę, która była droższa i posiadała mniej merytorycznej wiedzy? Później powiedzieli mojemu znajomemu, że tamta druga firma wyglądała na bardziej profesjonalną, lepiej przygotowaną wizualnie. Mieli lepszą prezentację, lepszy projekt strony internetowej, lepiej przygotowane mikro komponenty. Rzeczy takie jak elementy fizycznego symulatora były potraktowane lepszym materiałami, lepszą farbą. Drobne elementy designerskie spowodowały, że wygrali przetarg mimo tego, że merytorycznie i cenowo byli gorsi.

Natomiast kiedy Gary zapytał swojego dyrektora, dlaczego w takim razie niczego z tym nie zrobią, dlaczego nie pójdą ten jeden krok dalej, dlaczego nie przebudują strony internetowej, dlaczego nie przygotują symulatora w taki sposób, żeby był bardziej wizualny. Dlatego dlaczego nie postarają się o tą całą otoczkę, która powoduje właśnie budowanie wizerunku firmy? Na co jego szef odpowiedział, że dobrze jest tak jak jest. Na stronie wystarczy zmienić kilka zdjęć i będzie OK. Nie musimy się bawić w takie koszty, bo to jest bez sensu.

I właśnie to jest podejście byle jakie. Dyrektor cały czas kultywuje to podejście na bylejakość - jakoś będzie. Ludzie przyjdą, ludzie kupią. Prędzej czy później się nam uda.

Nie! To nie tak działa!

Kurs na bylejakość niestety jest chorobą dwudziestego pierwszego wieku. Jest chorobą ostatnich lat.

A ponieważ 2020 rok się kończy i został dosłownie miesiąc tego roku, więc chciałbym żebyśmy to zmienili razem. Żebyśmy przestali iść w kierunku bylejakości. Żebyśmy jednak poszli w stronę doskonałych produktów i doskonałej wizualizacji, doskonałego przygotowania. Bo nasze życie będzie byle jakie, jeżeli będziemy się cały czas godzić na bylejakość.

Rok 2020 był jaki był, w mojej pamięci najgorszy. Nie pamiętam czegoś podobnego. Urodziłem się w latach 80. I przegapiłem to, co rodzice przechodzili. I teraz tylko od nas zależy, żeby rok 2021 był lepszy.

2021 może być lepszy zarówno dla ciebie jak i dla Twojej firmy. A będzie lepszy, jeżeli postarasz się, żeby twoja firma nie była byle jaka, żeby twoja firma była jakaś, żeby miała charakter. Żeby miała swój cel. Żeby miała swoje motto. Żeby miała swój wygląd, miała swą identyfikację.

Jak powiedziałem w pierwszym odcinku tego podcastu, kupujemy oczami. Ponieważ ludzie są wzrokowcami i patrzymy na to i widzimy i oceniamy. Tak jak firma, z którą przegrał Gary, mój znajomy. Oni po prostu wyglądali lepiej dlatego wygrali kontrakt mimo tego, że nie powinni.

I to samo jest z tobą. Jeżeli będziesz się zgadzał na bylejakość i będziesz nadal wrzucał byle jakie reklamy, które są kompletnie nie przystosowane, jeżeli będziesz nadal produkował video, które wygląda i brzmi strasznie, jeżeli będziesz nadal próbował zachęcić ludzi do wejścia na swoją stronę internetową, na której atakujesz ich popupami, oraz nie responsywnej, ludzie do ciebie nie przyjdą bo jesteś byle jaki.

Bądź jakiś. Zbuduj swój charakter. Bądź: duży, mały, czerwony, żółty, czarny, biały, żółty, zielony, wszystko jedno. Ale bądź jakiś.

I tego ci życzę.

Z tą myślą Cię zostawiam. Na razie. Cześć, cześć.